Skocz do zawartości


bormar

Rejestracja: 11 sty 2011
Poza forum Ostatnio: gru 08 2018 15:03

Moje posty

W temacie: WIELKI ŁUK WARTY

06 kwiecień 2018 - 09:00

Wartoholik, to że PZW jest, jak piszesz,  "synonimem śmiertelnego wirusa" i właściwie wszystkiego co najgorzej się z wędkarstwem kojarzy to fakt znany i popularny. Pytanie tylko, ile w tym prawdy, ile winy samego PZW. Ja należę do PZW od 1977 roku, od wieku 10 lat. Czy jestem wynikiem eksperymentu "socjalizacji", cokolwiek to znaczy w tym ujęciu, tego nie wiem. Wiem natomiast, że są regulaminy, limity ilościowe, są paragrafy za ich nieprzestrzeganie. To nie PZW zmusza tych ludzi do wyłapania ostatniej ryby. Robią to, bo tak są wychowani. Gdyż w ich głowach nie ma nawet możliwości powstania ciągu przyczynowo-skutkowego rodzaju wędkarz=brak ryby. I to nawet nie z powodu niskiej inteligencji, tylko właśnie wychowania. Wychowania, które stępia jak może empatię, zrozumienie dla innych i innego. To widać na każdym kroku, od niechęci do innych, przez maltretowanie zwierząt, śmieceniu wszędzie poza swoim terytorium, jeżdżeniu po pijaku, na rybach kończąc. Taka mentalność. 
Dlatego, jak sam piszesz, renaturyzacja rzek będzie możliwa w Polsce za 100 lat. Bo każda tego typu inicjatywa, która dotyczy ochrony przyrody, właśnie przyrody, a nie szeroko rozumianego środowiska, spotyka się z uśmieszkiem i kpiną. Żabki (żuczki, rybki, kwiatki... tu można wstawić co chcesz, nawet rzekę) będą chronić, pojebało ich. To jest zwyczajnie śmieszne dla 90% procent społeczeństwa. A reszta, według nich to oszołomy.
I czy PZW będzie, czy nie, rybożercy będą mieli się dobrze. Bo tak w ich łbach jest zakodowane.

W temacie: WIELKI ŁUK WARTY

05 kwiecień 2018 - 08:50

Tutaj większej winy PZW raczej nie ma. Chyba, że bierzemy pod uwagę całokształt powodów, dla których brak ryb w Warcie. Wtedy, od biedy, można PZW uznać za jednego z wielu winnych.
Najbardziej winna jest mentalność 90% społeczeństwa. Nie chodzi mi o zabieranie ryb, chociaż przy tak niskim stanie ich liczebności ma to na pewno znaczny wpływ. 
Ryby w rzece mogą się znów pojawić, ale muszą mieć warunki do rozrodu, rozwoju i bytowania. To jest możliwe w rzece o naturalnym biegu. Tylko renaturyzacja rzek może znacząco poprawić rybostan. Innej drogi nie ma. Z tym niestety będzie trudno. W tym momencie wracamy do mentalności Polaków. Ochrona środowiska to zagadnienie obce większości z nas. Owszem, smog od kilku lat (bo szum w mediach), problem śmieci, ale tylko w obrębie własnej posesji, może jeszcze kilka przykładów by się znalazło. I tyle. 
Rządzący chcą zniszczyć kolejne odcinki rzek planując szlaki żeglowne, czy kolejne zapory. Trzeba by stworzyć lobby, które wpłynie na media, władze, że renaturyzacja rzek jest dobrem ogólnym. Ma ogromny wpływ na zabezpieczenie przeciwpowodziowe, a przy okazji pozwoli przywrócić rzekom ich naturalny stan, i przy okazji, stworzy warunki dla bytowania organizmów, w tym ryb. Innej drogi nie ma, niestety. 
Zastanówmy się jednak co bardziej trafi do wyobraźni przeciętnego mieszkańca naszej krainy. Czy będzie to meandrująca w zielonym gąszczu drzew rzeka, wśród często zabagnionych brzegów, z komarami? Czy też  wizja płynącego stateczku jak w słynnym "Rejsie", na którym będą popijać zimne piwo? A może obraz tak popularnego dziś spływu kajakowego, gdzie rzeka śliczna, bez żadnych przeszkód i bezpieczna tak, że można z 5 letnim dzieckiem w każdej chwili wysiąść na środku rzeki, i komarów brak.
Niestety bliższe większości będą 2 ostatnie.
Z samego zarybiania ryb nie będzie. 
A tak wracając do kwestii PZW i zarybień. Na zebraniach, kiedy jest przedstawiciel ZO, jedynym właściwie pytaniem i przyczynkiem do dyskusji jest kwestia zarybiania, i dlaczego tak mało, głównie karpia. Już widzę reakcję wędkarzy, kiedy by usłyszeli, ze od tego roku mniej zarybiamy, a pieniądze idą na stworzenie warunków w rzekach i zbiornikach do naturalnego rozrodu i rozwoju ryb. Kur... se wymyślili, niech na Syberię wyp..., tam mają naturalne rzeki.To byśmy usłyszeli. Ale tu akurat byłby z ich strony zły przykład. Bo tam właśnie ryby są. I to bez zarybiania.
 
Poniżej ciekawe opracowanie dotyczące renaturyzacji rzek.

W temacie: PZW- relikt minionej epoki

27 listopad 2017 - 11:35

Sądzę, że w okresie 20-25 lat ta liczba oscylowała wokół podobnego poziomu. Właśnie czytam, że kiedyś ( pewnie trochę wcześniej, niż dwadzieścia lat temu  :) ) zrzeszanie się było atrybutem ludzi bardziej majętnych lub też wyżej postawionych w hierarchii społecznej.

 

 

Z tym akurat bym się nie zgodził. Do PZW wstąpiłem mając 10 lat, to był 1977 rok, jeździłem z tatą na ryby, pewnie jak większość. Później już w latach 80-tych, zacząłem jeździć na ryby z kumplami i samemu. W tajniki wędkowania, nowe miejscówki typu Nida, San, Wisła wprowadzali nas "starzy" wędkarze. Wędkarstwo było wtedy hobby masowym. Zakłady pracy miały pieniądze i dofinansowywały wycieczki wędkarskie. U nas w Radomsku takie wyjazdy były bardzo częste.W zawodach brało udział nawet koło setki wędkarzy, W zawodach kołowych!  A kto miał wtedy własny transport?! Były imprezy dla całych rodzin. Ja w tym nie uczestniczyłem, ale prowadzę kronikę koła, czytam wpisy, oglądam zdjęcia i rozmawiam z ludźmi. Dziś w naszym kole jest prawie 800 wędkarzy, na zawody zjawia się 20, czasem 30, i jest wielka radość. Do pracy społecznej prócz zarządu nie ma nikogo, czasem uda się znaleźć 2-3 osoby.

Teraz z innej beczki. Przez lata należałem do PTTK. Znów lata "komuny". Prężnie działający Oddział PTTK w Radomsku. Rajdy, wycieczki, masowe imprezy, wypożyczalnia sprzętu turystycznego. Kluby PTTK w zakładach pracy, szkołach. Ludzi byli chętni do działania, do współdziałania. Ktoś powie, że nie mieli możliwości inaczej wypoczywać. Mieli. Dofinansowanie wczasów, kolonii dla dzieci było normą. Rodziny nie kosztowało to nic, albo niewiele. A jednak chciało się ludziom zrzeszać, i działać. Nie wnikam skąd były na to pieniądze, nie gloryfikuję tamtych czasów. Trochę je znam i pamiętam. Nie tylko z opowiadań.

Chodzi mi o to, że zrzeszanie wcale nie było "atrybutem ludzi bardziej majętnych lub też wyżej postawionych w hierarchii społecznej". Zrzeszanie się i wspólne działania były atrybutem tamtych czasów i tamtych ludzi. Być może liczba członków PZW dziś jest większa niż 30-40 lat temu, ale na pewno nie przekłada się to na działanie pro publico bono. 

Natomiast ta informacja o zrzeszaniu się jako atrybucie ludzi majętnych i wyżej postawionych w hierarchii społecznej jest słuszna, ale w odniesieniu do lat 20-30 okresu międzywojennego.

Wracając do PZW. Czy to jest relikt minionej epoki? Czasem ludziom wydaje się, że jak coś się zniszczy, usunie, zlikwiduje to będzie lepiej. Otóż nie zawsze. A bardzo często efekt jest wręcz odwrotny. 


W temacie: Kołowrotek

12 wrzesień 2017 - 08:23

Polecam  Zaubera. Posiada ślimakowy posuw szpuli, który zapewnia dokładne ułożenie linki, co jest ogólnie bardzo ważne, a przy plecionce do podstawa. Posiadam model 4000 i 2 sztuki 2000 oraz jego klon Dragona FD 920. Żadnych problemów, użytkowane od 4 lat, wyłącznie spinning. 4000 tysiące sporadycznie do odległościówki ze szpulą match'ową od Red Arc Spro. W tej kategorii cenowej nie ma nic lepszego, a rozwiązania w nim zastosowane powodują, że kołowrotek o podobnych ale "lepszej" firmy to wydatek  minimum + ok. 300 zł. Wolałbym kupić dwa Zaubery  :D