Skocz do zawartości


edvis

Rejestracja: 19 lut 2007
Poza forum Ostatnio: kwi 23 2018 18:04

Moje posty

W temacie: WIELKI ŁUK WARTY

12 kwiecień 2018 - 00:38

Nie żyje mi się źle, ale czemu mam się czuć, jak frajer? Sorki, że za kolegę piszę. Płacę i za co? Za nieudolność? Skończyłem i nie będę płacił. Nikt mnie nie zabije. Jaki jest ten mandat? Dwieście złotych? ...i kto ma mi przejrzeć dokumenty? PSR? Przecież PZW jest dzierżawcą wód, a nie państwowym właścicielem. To parodia.

 A co do wcześniejszego postu, pomór i zarazem koniec stad dużych ryb wg konsultacji z kolegami był w okresie między 92, a 95. Mól werdykt to był rok 92. Wg mnie później wędkarze już zabierali to, do czego byli przyzwyczajeni.


W temacie: WIELKI ŁUK WARTY

10 kwiecień 2018 - 00:16

Słyszałem też z dosyć wiarygodnego źródła, że ilość szacowanych strat została z premedytacją bardzo mocno zaniżona, żeby nie było i wielkiego rozgłosu i żeby hipotetyczne kary były niewielkie, a ponadto za tą bardzo mocno zaniżoną szacowaną ocenę ktoś zgarnął profity. Z tym "ktoś" nie chcę tu pisać, kto to był. Ale jakbyś kiedyś gdzieś jechał na jakieś fajne łowienie nad Wartę, to mogę zabrać byłego sekretarza okręgu, to Ci opowie, co było w dokumentach, a co miał w nakazie pisać. Za to zresztą ma m.in. "złotą z wieńcami" :).

Ja Ci teraz dokładnie nie powiem, czy to, co widziałem było w  weekend, czy też może w  środku tygodnia, bo ja wtedy miałem swój grafik i PKS za darmo ( byłem pracownikiem autobusowni :D ), także nad Wartą byłem dokładnie co dwa dni :D.


W temacie: WIELKI ŁUK WARTY

09 kwiecień 2018 - 23:56

To było około 25 lat temu. W Ważnych Młynach widziałem śnięte szczupaki i miętusy, a Wąsoszu w łąkach na starorzeczu ( naprzeciw Patrzykowa ) nawet ryby były padnięte ( widziałem parę amurów i okoni ). Zasięg był bardzo duży. W Drobnicach koło Krzeczowa też od okolicznych mieszkańców słyszałem, że śnięte duże ryby masowo spływały z nurtem i tam pewnie było to bardziej widoczne, bo tam z reguły Warta jest płytsza. Później tylko dotarły do mnie dwie wiadomości na ten temat. Słyszałem o garbarni z okolic Skrzydlowa, z której jakieś chemikalia dostały się do rzeki i słyszałem o jakiejś rzeźni, którą gruntownie dezynfekowano i też całe ścieki po tej dezynfekcji dostały się do Warty ( tylko te wiadomości słyszałem na zasadzie głuchego telefonu i nie musi to być prawda ). Prawdą jedynie jest to, że tamto zatrucie najbardziej dotknęło ryby przydennej strefy, a bynajmniej tak mi i innym moim znajomym sie wydawało i prawdą jest, że żadne wiadomości z tego procederu nie dotarły do wiadomości zainteresowanych, czyli nas. 

...i prawidłowość - po tym nagle większość atrakcyjniejszych ryb zniknęła. Spróbuj przeanalizować, czy nie pamiętasz takiego okresu, że nagle w krótkim okresie czasu większość dużych ryb zniknęła?


W temacie: WIELKI ŁUK WARTY

09 kwiecień 2018 - 00:57

 

Wartoholik, to że PZW jest, jak piszesz,  "synonimem śmiertelnego wirusa" i właściwie wszystkiego co najgorzej się z wędkarstwem kojarzy to fakt znany i popularny. Pytanie tylko, ile w tym prawdy, ile winy samego PZW. Ja należę do PZW od 1977 roku, od wieku 10 lat. Czy jestem wynikiem eksperymentu "socjalizacji", cokolwiek to znaczy w tym ujęciu, tego nie wiem. Wiem natomiast, że są regulaminy, limity ilościowe, są paragrafy za ich nieprzestrzeganie. To nie PZW zmusza tych ludzi do wyłapania ostatniej ryby. Robią to, bo tak są wychowani. Gdyż w ich głowach nie ma nawet możliwości powstania ciągu przyczynowo-skutkowego rodzaju wędkarz=brak ryby. I to nawet nie z powodu niskiej inteligencji, tylko właśnie wychowania. Wychowania, które stępia jak może empatię, zrozumienie dla innych i innego. To widać na każdym kroku, od niechęci do innych, przez maltretowanie zwierząt, śmieceniu wszędzie poza swoim terytorium, jeżdżeniu po pijaku, na rybach kończąc. Taka mentalność. 
Dlatego, jak sam piszesz, renaturyzacja rzek będzie możliwa w Polsce za 100 lat. Bo każda tego typu inicjatywa, która dotyczy ochrony przyrody, właśnie przyrody, a nie szeroko rozumianego środowiska, spotyka się z uśmieszkiem i kpiną. Żabki (żuczki, rybki, kwiatki... tu można wstawić co chcesz, nawet rzekę) będą chronić, pojebało ich. To jest zwyczajnie śmieszne dla 90% procent społeczeństwa. A reszta, według nich to oszołomy.
I czy PZW będzie, czy nie, rybożercy będą mieli się dobrze. Bo tak w ich łbach jest zakodowane.

 

Nie PZW jest winne, że regulamin jest pod tych, którzy muszą mieć co do zamrażarki włożyć? A to nie PZW jest winne tego, że w latach dziewięćdziesiątych było największe zatrucie Warty, a wszystko zamiotło się pod dywan i nic niby wielkiego się nie stało, choć ryby nawet na starorzeczach połączonych z Wartą leżały do góry kołami ( amury, okonie i na rzece dywanami płynęły brzany, miętusy i inne ryby przydennej warstwy wody )? To był jakiś ciężki pierwiastek chemiczny pokroju ołowiu, rtęci, który strefę przydennego życia zniszczył doszczętnie ( słyszałem jeszcze więcej rzeczy związanych z tym tematem, ale nie chce się z nikim włóczyć po sądach ). A kto przez długi okres ( około 2,5 dekady ) widział zmniejszające się pogłowie podstawowych stad ryb i nic nie zrobił? Mi się wydaje, że jakby nie było zatruć i nikt by nic nie robił przy wodzie Warty, to i tak byłoby lepiej, niż jest. 

Bez tego naprawdę dużego zatrucia, pewnie szympansy dałyby radę poprowadzić bardziej pozytywnie rybostan w Warcie.


W temacie: WIELKI ŁUK WARTY

04 kwiecień 2018 - 22:55

Kto jest wg Was odpowiedzialny za stan tego, że w Warcie nie widać i nie czuć ryb? Rozmawiałem ze spotkanym wędkarzem, który łowi w okolicach Osjakowa i potwierdza tylko tezę, że w Warcie jest parodia. Nie umie łowić? Na pewno to nie jest dobry argument. Płotki w Warcie to pewnie już genetycznie nie rosną większe, niż 20 centymetrów, a okonie - takich ryb od jakiegoś czasu nie stwierdziłem, a jelce to chyba uciekają do morza, bo bywają same kurduple raz na rok. Za czysta woda i za płytka, żeby nie było normalnej ilości płoci, jelców, czy okoni? 

Jak to jest, że można ku. wa położyć wodę, która miała i wg mnie cały czas ma taki potencjał? Jak się czują działacze, kiedy każą sobie płacić składki wędkarskie za nic? Ja się czuję, jak dymany frajer, który poniekąd i tak zapłaci tylko po to, żeby być jeszcze mocniej dymanym. Czy nawalenie narybku jest rozwiązaniem problemu? Czy trzeba chodzić do szkoły, żeby wiedzieć, że jednak daliście du.y? A może lepiej straszyć kogoś, kto sam za swoje pieniądze kupił ryby i mu do Warty wpadły, bo nie mógł patrzeć na waszą niedołężność? Jeżeli chodzi o Wartę i Liswartę, powinniście się podać do dymisji.