Skocz do zawartości


Zdjęcie

Szwecja- wiosna 2010 Oswald&Danek&Piotrek


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
20 odpowiedzi w tym temacie

#21 Danek

Danek

    Expert

  • Wędkarska Częstochowa
  • 3551 postów
  • LokalizacjaCzęstochowa

Napisano 13 czerwiec 2010 - 15:54

Tak, wymogliście na mnie napisanie tego artykułu :oczko:

Zaczęło się pechowo, gdyż z powodów „niedogadania się” w składzie zabrakło @Wojtka, który na szczęście świetnie sobie poradził i pojechał na Syrsan. Ufam ze też skleci kilka słów o swoich przygodach. @Wojtek, jeszcze raz oficjalne przeprosiny :!:
W piątek po południu oczywiście już jak na szpilkach. Bieganie po kantorach, ostatnie zakupy, analiza składu pudełek z przynętami, sprzętu i innych klamotów. W końcu chłopaki po mnie zajechali i w drogę!
Droga jak droga, standard. Bałtyk jak stół, kajuty spoko. Wszystko w jak najlepszym porządku.
W końcu widzę już to długo wyczekiwane szwedzkie wybrzeże i … ręce mnie już świerzbią. Wszak to „prawie szkiery”.

Dołączona grafika

Ale powstrzymuję się jakoś przed zrobieniem skandalu w porcie i grzecznie pozwalam się zawieźć na miejsce zakwaterowania. :rolft4:

Dołączona grafika

Na miejscu okazuje się że Piotr zabrał spławikówkę i paczkę robaków. Zamiast rozkładać manele w domku co robi Danek? Ano już męczy płotki, które brały całkiem nieźle (co jakieś 5 sekund :oczko:). Od tego arcyciekawego zajęcia wygoniły mnie bardzo moją osobą zainteresowane panie… komarzyce. :rolft4: Ich ilość, wielkość i agresja mnie po prostu rozłożyły na łopatki. Bo kto by tam o jakimś repelencie pamiętał :spoko:
Następny poranek- wypływamy wśród klangoru żurawi i śpiewu lotek kaczek, których nazwy nie znam nawet. Płyniemy na rozlewiska, na których o tej porze roku liczymy na ryby. Niestety jest nie najlepiej. Ja łowię jakiegoś sześćdziesiątka na powierzchniowca,



Dołączona grafika


zaliczam jakieś dwa ataki i… to by było na tyle. Piotrek miał branie, Oswald na zero. Płyniemy więc na V(...), na którym… nie mam nawet brania. A więc kierunek K(...). Po sforsowaniu przesmyku w pierwszej miejscówce łowię życiówkę okonia (39cm), który jest na tyle „sympatyczny” że wprawnym ruchem umieszcza mi w dłoni kotwicę przez zadzior :rolft4:
Dołączona grafika

Po chwili wraca do wody a ja do siebie po operacji na gołej dłoni :oczko: Ten dzień przyniósł mi ponad 20 szczupaków „do ręki” plus drugie tyle kontaktów. Praktycznie wszystkie ryby złowiłem z powierzchni na pływające jerki. Niesamowicie widowiskowo brały, choć największe to 60+. Jedynie Oswald tego dnia przekroczył 70cm.

Dołączona grafika

Pogoda zmienna. Raz paliło słońce by za chwile pływać w anoraku i czapce na łepetynie. Trochę też dmuchało, dzięki czemu kilka razy „zaparkowałem” łódką i nowym silnikiem w podwodnych kamolach. Przeszła też i burza z piorunami. Oczywiście nie spłynęliśmy na kwaterę tylko przeczekaliśmy ten spektakl świateł i dźwięków natury.

Dołączona grafika

Kolejny dzień postanowiliśmy spędzić na rzece poniżej jeziora, co mnie, jako rzecznemu wędkarzowi szczególnie przypadło do gustu. Ci co mnie znają osobiście, rozumieją co to znaczy Danek nad/lub w rzece :rolft4:

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Ryby brały całkiem fajnie. Były aktywne i agresywne, więc połowiliśmy wszyscy.

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Największego szczupaka tego dnia (i zarazem całej wyprawy) złowił Piotr.

Dołączona grafika


Choć do miana „wiadrogłowego” zabrakło całe 10cm, to i taka ryba cieszy nasze wyposzczone polskimi łowiskami serca. Ja tego dnia złowiłem rybę 80+, a Bartek 85. Ilościowo było miło. Nie obyło się oczywiście bez dogryzek, bo popsułem nastrój wycieczki łowiąc…. sandacza 76cm :!: Oczywiście nie twierdze że to nie przypadek, ale …wicie rozumicie :spoko:


Dołączona grafika

Dołączona grafika

Po południu odwiedziliśmy niżej położony odcinek R(...). Jako ze jestem obarczony niespokojną duszą, zwiedziłem całkiem sporo kilometrów rzeki i okolicznych mokradeł :oczko: Bo przecież trzeba było sobie jakoś skrócić drogę wieczorem :rolft4:

Dołączona grafika


W końcu ostatkiem sił dowlokłem się do auta i poleżałem koło niego czekając na resztę ekipy.
Dzień kolejny- z racji słabej pogody spędziliśmy na pstrągowym łowisku S(…). Całkiem miło się łowiło spore i waleczne tęczaki na małe woblery na delikatnym sprzęcie. Złowiłem lekko ponad 10 sztuk, plus ileś mi się spięło, zanim postanowiłem zmienić kotwiczki na nierozginające się. Znów chłopcy patrzyli na mnie spod oka, ale udałem „greka” i łowiłem namiętnie dalej :oczko:


Dołączona grafika

W środę znów świt zastał nas nad V(…) i K(…). Pomimo całodziennych prób przechytrzenia ryb, było wyraźnie nieciekawie. U chłopaków :roftl4: Oczywiście jak na Szwecję. W Polsce powiedziałbym że bym że było spoko. Łowiłem typowo po swojemu, czyli kopyto (kolor wiadomy :oczko: ) na lekkiej główce. Głównym warunkiem było zachowanie maksymalnej ciszy na łódce i wokół siebie. Naprawdę- tu wyszła przewaga jednej osoby na łodzi. Chłopaki łowili mniej dyskretnie i złowili we dwóch połowę tego co ja, choć ryby wielkie nie były.
Nadszedł czwartek. Wcześnie rano postanowiłem ze niemożliwe jest to, że na rozlewiskach powyżej V(…) nie ma szczupaków. Popłynąłem tam i od razu w 2 rzutach złowiłem 2 ryby. Podjarany postanowiłem że płynę rzeką jak daleko się da i łowię cały dzień do oporu tam. Jak powiedziałem tak zrobiłem. Popłynąłem i zacząłem łowić. Zaraz w pierwszym miejscu zaczepiłem w nurcie kotwicę tak niefartownie, że po 15 minutach walki w nurcie o jej uwolnienie i bez mała wywrotce przy tym, jak niepyszny musiałem wzywać pomocy w osobach drugiej załogi. Przypłynęli, a jakże; i uratowali mnie z opresji. A ich miny- tego się spodziewałem :oczko: Chłopaki popłynęli w dół na jezioro a ja zostałem i próbowałem łowić. Dokładnie tak- próbowałem. Po którymś z kolei obrzucaniu wszystkim co uważałem za skuteczne miejscu, wyszło słońce a ja postanowiłem się poopalać i…. przespać. Zdziwieni? Ja też do tej pory, bo naprawdę na godzinę zasnąłem :!: Ale jako że Matka Natura nie lubi monotonii zerwał się wiatr i zaczęło padać. Połowiłem chwilę skutecznie i postanowiłem spłynąć na bazę, gdzie czekała zniesmaczona wynikami załoga drugiego okrętu. Wypłynęliśmy jeszcze przed wieczorem i coś tam dołowiliśmy ale bez szału. Próbowałem trollować na plosie, ale bez efektów.

Dołączona grafika


Piątek postanowiliśmy spędzić nad sandaczowym jeziorem T(…). Łowiłem bez napinki, wszak sandacza „se już złapałem” :oczko:

Dołączona grafika

Mój altruizm przeszedł wszelkie wyobrażenie- zostałem kotwicowym :hoold:

Dołączona grafika

W T(…) złowiliśmy kilkanaście szczupaków i kilka okoni oraz jednego sandacza na 19cm łamany wobler w kolorze „RED RUM”. Ten kolor spędzał co niektórym stoicki spokój z facjaty, kiedy to taki jeden wariat meldował w charakterystyczny dla niego sposób „JEST” o kolejnym holu ryby. :hmhm:
Sobota to ostatni dzień naszego pobytu. Pakowanie klamotów, mycie łódek, sprzątanie domków i takie tam historie.

Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie postanowili jeszcze połowić. Gdzie? Oczywiście R(…). Żerowanie jednak zupełnie inne. Chłopaki nie za bardzo mogli się wstrzelić w przynęty i sposób prowadzenia, bo łowili po swojemu czyli 3 rzuty w miejsce i już byli w następnym. Ja szedłem za nimi i ich denerwowałem. Czemu? Bo ryby z braku aktywności trzeba było wręcz „zmuszać” do zaatakowania przynęty. Trzeba było głęboko i powolutku prowadzić spore kopyto na ciężkiej główce przy samej burcie w okolicach korzeni. Tego dnia złowiłem chyba 6 czy 7 szczupaków, z czego dwa pod 70cm a ostatnia 89-tka pożegnała mnie fantastycznym holem i… pięknymi fotkami z pokancerowanymi rękami.

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika


Po pamiątkowym zdjęciu grupowym,

Dołączona grafika

całkiem szczęśliwi pojechaliśmy na prom.

Dołączona grafika

Potem już nasze polskie drogi przywiodły nas do domu.
Szwecja zaskoczyła mnie tak pozytywnie, jak się obawiałem. Szczególnie pod względem czystości, spokoju, kultury i zachowania ludzi. Całkowity dysonans (tak, znów używam tych trudnych słów ale jest gogle :oczko: ) w stosunku do tego co widzimy na około w naszym piekiełku. Sam widok uśmiechniętego nieznajomego człowieka poprawia humor na długo. Tęczakowe łowisko licencyjne nawet pilnowane nie jest. U nas nie do pomyślenia :oczko: Co do ryb- nie trafiliśmy na intensywne żerowanie jak @Oswald na jesieni, ale i tak przy odrobinie dobrej woli dało się coś wydłubać. Niestety na metrówke muszę jeszcze trochę poczekać. Ale już chce mi się tam wracać :!:
Dzięki za poświęcenie czasu i doczytanie do końca moich przydługich wypocin :oczko:

P.S. Celowo nie pisze miejscowości oraz nazw geograficznych, żeby nie drażnić co niektórych :oczko: Zainteresowani wiedzą, ciekawi zawsze mogą zapytać. :udaje:
Róbta co chceta, ja i tak swoje wiem

C&R


Dołączona grafikaJeszcze piszę poprawnie po polsku


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych