Skocz do zawartości


My WĘDKARZE


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
41 odpowiedzi w tym temacie

#41 Danek

Danek

    Expert

  • Wędkarska Częstochowa
  • 3551 postów
  • LokalizacjaCzęstochowa

Napisano 13 styczeń 2009 - 21:11

Fajnie napisane. I pouczająco.. :rolft4:
Róbta co chceta, ja i tak swoje wiem

C&R


Dołączona grafikaJeszcze piszę poprawnie po polsku

#42 Guest_Gregor_*

Guest_Gregor_*
  • Gość

Napisano 13 styczeń 2009 - 21:06

Facet w gumofilcach, w starym ubraniu, siedzący nad wodą i trzymający toporny teleskop na widełkach wyciętych w nadbrzeżnych zaroślach, moczący w wodzie dżdżownicę wykopaną w ogródku, wpatrzony w spławik wystrugany z kory, z tępym wyrazem w twarzy, z petem przyklejonym do ust i flaszką wystającą z kieszeni brudnych, podartych spodni.

Taki obraz wędkarza ma większość naszego społeczeństwa, karmiona głupawymi kawałami o facetach nad wodą. O przegranych delikwentach, których nikt nie lubi w domu, w pracy, zdradzanych przez żony, uciekających od problemów nad wodę.

Często spotykam się z takim karykaturalnym obrazem osoby uprawiającej nasze hobby, dzielącej nasze zainteresowania. Mimo, że nie daję tego poznać po sobie i obracam sprawę w żart, diabli mnie biorą jak bardzo ten obraz jest utrwalony wśród osób będących totalnymi laikami jeśli chodzi o wędkarstwo. To wieczne mylenie ,,rybaka” z ,,wędkarzem”, ,,łapania” ryb z ich ,,łowieniem’’. :rolft4:
Nie jeden raz tłumaczyłem paru cymbałom jak krowom na granicy, że wędkarstwo ma masę odmian i kolorów. Różnimy się wybierając metodę łowienia, różnimy się wybierając nasze ulubione miejsca do wędkowania. Ale wszyscy jesteśmy zarażeni PASJĄ, czasem raz na całe życie. Gadamy o rybach, o sprzęcie, o miejscach, o holach, kontaktach wzrokowych i wielu, wielu sprawach, pozostających poza percepcją zwykłego zjadacza chleba, siedzącego w fotelu przed telewizorem i oglądającego kolejny tasiemcowy serial z tymi samymi aktorami.
Nie ma dwóch identycznych wędkarzy. Często dyskutujemy o wyższości prowadzenia przynęty z prądem nad łowieniem tyczką na ,,stopa”. Czasem są to dyskusje wyważone, merytoryczne, a czasami ponoszą nas emocje, jak to bywa w gronie prawdziwych twardzieli. :rolft4:
Po chwili refleksji sami dobrze wiemy, że przypomina to dywagacje nad wyższością świąt Wielkanocy nad świętami Bożego Narodzenia.
Bo komu rozsądzać czy przyjemniejsze jest siedzenie na sankach na lodzie z mikro-wędeczką i ,,granie” mormyszką czy może adrenalina i parcie na dobry wynik na zawodach spławikowych wśród innych wyczynowców ? A może najlepsze jest obrzucanie z łódki zatoki zbiornika zaporowego ciężkimi sliderami, dzierżąc w rękach krótki, mocny kij z zamocowanym do niego multiplikatorem ? Czy wtedy nie wstanie kolega w kapeluszu z przypiętymi do niego jakimiś wynalazkami z piór i sierści i nie krzyknie, że tak naprawdę kwintesencją wędkarstwa jest brodzenie w pstrągowej rzece i łowienie na suchą muchę? I podniesie się głos karpiarza, wyposażonego w specjalistyczny sprzęt jak komandos z S.A.S., który powie nam wszystkim, że nie ma nic bardziej ekscytującego jak kilkudniowa zasiadka i wyholowanie kilkunastokilogramowgo karpia na własnoręcznie zrobione kulki proteinowe.
A gdzie jeszcze wędkarstwo morskie (z plaży, z kutra, z małej łódki), gdzie feeder, gdzie bolonka, gdzie match, w jakich kategoriach oceniać lekki spinning czy super lekkie łowienie paprochami ?
Niech każdy z nas bawiących się wędką w inny sposób będzie wędkarzem !
Nie gumofilcem mięsiarzem patrzącym tylko jak dobrać się do karpików wpuszczanych do stawu przez PZW tylko Wędkarzem. Nie rozbijajmy się na spinningistów i spławikowców, na muszkarzy i grunciarzy !
I na forum i w realnym świecie dzielmy się swoimi doświadczeniami, opowiadajmy o tym co nas spotkało nad wodą, chwalmy się wynikami, nie kryjmy porażek !
Zobaczcie sami jak wielu z nas spróbowało czegoś nowego po lekturze postów na Forum. Ja sam jestem tego przykładem kiedy po pierwszej morskiej porażce byłem totalnie zrażony do takiego sposoby wędkowania, a teraz nie wyobrażam sobie roku bez wypraw na kuter. Popatrzcie ilu kolegów w ostatnich kilku dniach po raz pierwszy wyszło na lód ! Ilu z nas Maka z Bertusem zarazili muchowaniem, choć sami niedawno zaczęli stawiać pierwsze kroki w tej metodzie? Niech się przyznają ci, którzy po obejrzeniu zdjęć Jasiurskiego ze szkierów zaczęli kombinować kasę na kij do catingu i slidery.
Nie skaczmy sobie do oczy tylko i wyłącznie dlatego, że ten łowi na spinning, a ten siedzi z feederem. Ale również nie obrażajmy się na żarty z konkretnego sposobu wędkowania.
W większości stanowimy męskie towarzystwo i powinniśmy brać na klatę żarty z nas samych. Mając oczywiście nadzieję, że przy najbliższej okazji ponabijamy się z innych. Równie dosadnie i złośliwie. W końcu nie jesteśmy towarzystwem wzajemnej adoracji i francuskimi pieskami.
Przecież nikt nie powiedział, że dzisiejszy wyczynowiec jutro nie zacznie przedzierać się przez krzaki nad Wartą żeby znaleźć miejscówkę, którą obrzuci woblerkami w nadziei na branie klenia, a zawzięty grunciarz nie poczuje chęci rywalizacji i nie zamieni feedera na 14-to metrową rurę, podest, rolki i inne gadżety niezbędne dla wyczynowego spławikowca.
Próbujmy różnych sposobów łowienia, nie zakładajmy sobie klapek na oczy bo może okazać się, że to co do tej pory robiliśmy nad wodą można wzbogacić o kolejny zestaw wrażeń.

Zbrojni w kije wykonane w kosmicznej technologii, w kołowrotki, w których więcej jest łożysk niż kulek w każdym z nich, wyposażeni w echosondy, gps’y, ubrani w goretexy, fladeny i inne neopreny dalej pozostajemy wędkarzami, których nad wodę ciągnie chęć przeżycia przygody, zobaczenia nowych miejsc, pragnienie rywalizacji, sprawdzenie się w trudnych warunkach.
Zmieniajmy stereotyp wędkarza z ,,gumofilca" na kulturalnego faceta z wędką, który nie zostawia po sobie śmieci, dla którego ryba nie jest wrogiem, którego trzeba pokonać, zabić i zeżreć.


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych