Skocz do zawartości


Zdjęcie

Pilchowickie sandacze


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
23 odpowiedzi w tym temacie

#21 edvis

edvis

    Expert

  • Użytkownik
  • 4901 postów

Napisano 16 wrzesień 2007 - 12:11

Z tego, co mi się wydaje, to byłeś sam. Że też Ci się chciało? Czekam na te zdjęcia, ale trochę to potrwa, bo się moderatory jutro będą leczyć.

#22 Guest_Gregor_*

Guest_Gregor_*
  • Gość

Napisano 16 wrzesień 2007 - 11:21

Bardzo fajnie napisane. Szkoda tylko, że nie połowiłeś ale nie przejmuj się. Jak pojechaliśmy z Michasiem po raz pierwszy nad San to też była totalna klapa ale już za drugim razem woda się otworzyła. Mam nadzieję, że i z Twoimi Pilchowicami będzie podobnie. Szczerze ci tego życzę.

#23 chytaki team blachownia

chytaki team blachownia

    Podawacz Piwa

  • Użytkownik
  • 269 postów

Napisano 16 wrzesień 2007 - 02:08

A no ale wyprawa widzę jak najbardziej na plus nie był to czas zmarnowany ale tak jak mówisz będzie tam warto powrócić. Jak było widać na filmie WMH jest to dobre łowisko sandaczowe. z pewnością w ich łapaniu nie pomógł podniesiony stan wody ale znalazłeś sposób i były niezłe pobicia. A nie zacięte ryby mogły być spowodowane złym zacięciem. Zresztą oglądałeś odcinek wmh to widziałeś jak uczyli faceta zacinać zwykłe zacięcia w bok nie przynosiły efektów bo albo ryba spadła lub sie nie zacięła warto by było obejrzeć ten odcinek jeszcze raz. Dzięki niemu udało mi się skusić parę sandaczy lecz przez złe zacięcie spadały z haka. Mam nadzieję że następna wyprawa dostarczy ci nie zapomnianych emocji i wrażeń które zapadną w twej pamięci .
chytaki team blachownia

#24 rawit

rawit

    WĘDKARZ ROKU 2011 .

  • Użytkownik
  • 747 postów
  • Koło:Hutmar
  • LokalizacjaCzęstochowa

Napisano 15 wrzesień 2007 - 22:37

Zwabiony filmem "Sposób na sandacze" w którym to as wędkarstwa Paweł Mirecki wraz z ekipą wyciąga z zaporówki kilkukilogramowe sandacze jeden za drugim, wybrałem się wczoraj na Pilchowice. Mimo iż przeglądając informacje w internecie na temat tego filmu i zbiornika dowiedziałem się iż nie jeden zapaleniec już poległ na tej wodzie nie mając kontaktu z rybą, byłem przekonany że mnie szczęście dopisze niczym wspomnianemu wyżej Pawłowi. Tak więc w czwartek spakowałem sprzęt, porobiłem dodatkowe opłaty(jednodniówka 15zł na wody górskie uprawnia do wędkowania z łodzi), zamówiłem łódkę w bazie WOPR w Pilchowicach i z niecierpliwością czekałem piątkowego poranka. O godzinie 3 budzik wyrwał mnie z głębokiego snu co rusz przypominającego sceny z filmu oczywiście z moim udziałem. Szybka kawa, zapakowałem się w samochód i pognałem co sił 310 km na spotkanie z sandaczami. Na miejscu już pierwszy rzut oka na wodę zapiera dech w piersiach - zbiornik przepięknie położony w górach wśród skał, wspaniałe widoki. Do przystani dojeżdżam wąską krętą drogą, w dole zamglona jeszcze tafla wody ponad nią wisi most kolejowy to wizytówka tego zbiornika jest prawie na każdym jego zdjęciu. Przejeżdżam przez zaporę, krótki postój ,cykam kilka fotek, od patrzenia w dół może zrobić się słabo a widok jest naprawdę imponujący. Na przystani chyba jeszcze wszyscy śpią bo bramy pozamykane a po placu biega pies. Nigdzie nie widzę dzwonka więc wyjmuje telefon ale tu niemiła niespodzianka, brak zasięgu no tak przecież jestem na końcu Polski. Wchodzę więc przez bramę ryzykując pogryzienie na szczęście pies okazuje się być miły w przeciwieństwie do jego właściciela, który wychodząc zaspany burz się że tu nie wolno samemu wchodzić. Nie przejmuje się jego uwagami wypakowuje sprzęt i podążam za nim do przystani. Po drodze zagaduje go o pilchowickie ryby ale niestety okazuje się nie wędkować i jedyną informacje jaką od niego uzyskałem to to, iż każdy kto jest tu pierwszy raz musi zapłacić frycowe. Do pomostu przywiązanych jest kilka łódek pamiętają chyba jeszcze czasy komuny, myślę sobie baza WOPR a mają sprzęt w takim opłakanym stanie a może to specjalnie żeby mieli kogo ratować? Na odchodne gość wskazał mi kierunek gdzie mam płynąć więc wsiadam i macham wiosłami. Płynę na tzw. patelnie (ciekawe że na Poraju też jest takie miejsce) tam właśnie był kręcony ten film i to miejsce jest też najczęściej odwiedzane przez miejscowych spinningistów. Słońce zaczyna wschodzić, a ustępująca mgła odkrywa coraz piękniejsze widoki. wokół tylko skały i lasy. Przepływam cały zbiornik (patelnia jest na jego końcu) i ku mojemu zdziwieniu naliczyłem 7 wędkarzy, ach żeby tak nad naszymi zaporówkami powędkować w takiej ciszy i nie oglądać tabunu namiotów i przyczep nie mówiąc już o tych co puszczają nad wodą muzykę ze swoich furek. Rozmarzyłem się trochę ale wróćmy do łapania. Na miejscu zastaję jedną jedyną łódkę na której dwóch miejscowych poszukuje sandacza pod skałami. Podpływam do nich i wypytuje o wyniki niestety nie mają dobrych wiadomości, po ostatnich deszczach poziom wody w zbiorniku podniósł się o ok. 5m! i ryby przestały brać. W czasie gdy z nimi rozmawiam rozpoznaje to miejsce z filmu to tu gdzie oni stoją łapał Paweł Mirecki ale faktycznie skały które były na filmie są teraz pod wodą to nie wróży zbyt dobrze. Odplywam trochę dalej kotwiczę łódź i biorę się za łowienie. Na początek idzie do wody seledynowe kopyto, po kilku rzutach muszę wymienić glówkę na cięższą, głębokość na jakiej stoję to ponad 10m. O dziwo woda jest dość przejrzysta na głębokości 2,5m widzę jeszcze moje przynęty. Obławiam z opadu znane mi z filmu miejsca ale sandacze jakoś nie chcą współpracować. Zaczynam kombinować do wody lecą twistery, rippery i kopyta, zmieniam kolory gum, ich wielkość i ciężar główek ale wciąż nie mogę doczekać się brania. Po trzech godzinach łowienia i zmianie kilku miejscówek zaczynam wątpić czy tu w ogóle są sandacze. Posyłam do boju obrotówki a nawet mojego woblerowego killera na którego złapałem rekordowego szczupaka, po chwili jednak dochodzę do wniosku że na 10-cio metrowej wodzie to nie ma sensu. Miejscowi już odpłynęli(bez ryby), słońce nieźle dogrzewa, czas na śniadanie. Wyciągam kawę, kanapki kładę się na łódce i rozkoszuję się ciszą i widokami - jestem tu sam i myślę sobie - Boże jak tu pięknie. Około południa zrywa się lekki wiaterek a ja notuję pierwsze branie niestety ryba się nie zacina tylko na pamiątkę zostawia mi na agrafce swoją łuskę. Po pół godzinie znów kopnięcie i znowu pudło, cholera jak już zaczęły się brania to ja nie mogę zaciąć. Wracam jeszcze raz na miejsce gdzie Mirecki złapał kilkanaście dużych sandaczy i zmieniam taktykę zamiast z opadu przeciągam gumy po dnie. W trzecim rzucie potężne kopnięcie i znowu jestem spóźniony, później już nic się nie działo. Czas na wędkowanie się kończy trzeba wracać. Cóż mogę powiedzieć czuję się pokonany przez pilchowickie sandacze, wracam do domu na tarczy niczym polscy siatkarze z mistrzostw europy ale wyprawę zaliczę jednak do udanych. Byłem już na kilku górskich zaporówkach (Solina , Czorsztyn, Żarnowieckie, kaskada Soły) ale nigdzie nie podobało mi się tak bardzo jak tu. Pilchowice mają swój niepowtarzalny kameralny urok, dlatego z czystym sercem mogę Wam polecić ten zbiornik do wędkowania choćby dla samych widoków - na pewno nie będziecie zawiedzeni. A co do sandaczy to na pewno jeszcze po nie tu wrócę.

Pozdrawiam Rawit

Ps. Zamieszczam w galerii kilka zdjęć z Pilchowic, które co prawda nie oddają uroku tego miejsca ale mogą Wam go nieco przybliżyć


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych